176.
I.
Aby nie zwariować. Wdech i wydech. I od nowa. Powtarza sobie, by nie zapomnieć oddychać. Jak się oddycha powoli zapomina. Wdech, wydech, powoli, relaksująco. Wdech, wydch, zamknij oczy,spórbuj zasnąć. No, bądź grzeczną dziweczynkąi zaśnij. Zasnij do ciężkiej kurwy, bo znowu w pracy będziesz ledwo żywa!!!!
I jest ledwo żywa, zmarznięta.
II.
Odkąd Malena zaszła w ciążę jej życie zrobiło sie chujowe, straciła ostatniego kompana do wychodzenia z domu, więc nie wychodzi. Nie wychodzi i je, potem płacze przerażona ze przytyje, nie wychodzi i kupiła roczny karnet na siłownię - w ramach usprawiedliwienia jedzenia, potem zasypia by na nią wstać. Nie wychodzi i gotuje - to jej wychodzi najlepiej, a przypuszczalnie wyjdzie bokami. Nie wychodzi i zjada paznokcie - to dziwne, ostatni raz miała tak obrzydliwie wygryzione jakoś w okolicach doktoratu.
Straciła motywacje do bycia ładną, do uśmiechu, do staraniasię. Kitek, trampki, eleganckie spodnie, bluzka i niech mi ktoś się kurwa spróbuje przypierdolic do trampke. Primo to conversy, secundo sa szar, tertio reszta jest schludna i elegancka. Wypierdalać. Koniec męczenia sie na obcasie, koturnie. Bunt, sprzeciw, pełna negacja. życia w szczególności. Dzis na przejściu, jednak się zatrzymał. Kątem oka widziała to auto i zastanawiała się jak będzie bolało, jak daleko upadnie, czy rozbije głowę, czy przezyje, czy tylko sie połamie. Zatrzymał się. W sumie nawet bez pisku opon. Szkoda.
III.
Jest przemęczona i wkurwiona w kazdej dziedzinie. Wygnała Javiera ze swojego zycia. Nie było tak trudno. Teraz jest. Założyła, że jednak wykarze więcej starań by pokazać, że zależy mu na niej jako na kumplu, nie wykazał. Niech spierdala. I niech się z łaski swojej nie sni jak się śni. On, Ruda Małpa, wszyscy znani i nie znani i karaluchy, duzo karaluchów. A to wszystko jak wisienka na torcie po insomni godzinnej, czasem dłuższej.
IV.
Walczy o wyższe stanowisko. Miała odejść, rzucić pracę, zacząć gdzie indziej, al walczy. Rykoszetem wywalczyła Hibi podwyzkę. Zarabiają tyle samo. To kurwa jakiś joke? Owszem ma parszywy charakter, jak poczuje palącą niesprawedliwość. Sama stanęła za Hibi i poprawą jej warunków. Ale jak usłyszała dwa tygodnie później - jak się sprawdzisz dostaniesz nowe warunki finansowe, a teraz nie i mimo jej argumentów ani centa nie dostała, no wtedy podwyzka Hibi ciachnęła ją jak cios mieczem między żebra i to rozpalonym. Taka gra korporacyjna ponoć jest "zarobiony jestem" w rozwinięciu u niej "zarobiona jestem kurwa mać radź se sama jakżeś taka mądra, a właściwie to nie, korzystajcie z efektów jej pracy, jak cenicie nas tak samo, miłej zabawy z poprawianiem". Taktyka skuteczna, Hibi przestała zawracać tyłek i ma coraz większe oczy od nadmiaru obowiązków (wielki mi nadmiar i ze wszystkim lata do sprawdzenia). Dziwne jak poczucie niedocenienia może zmienić nastawienie do człowieka, którego w sumie sie bardzo lubi. Widać ma jednak parszywy charakter. Bywa.
V.
Dwa brzuchy contra Andromede. Jendak za duzo jak na jej nerwy i wytrzymałość. Siedziała i zastanawiała się czy wyjść na fajkę, czy w ogóle co z sobą zrobić na tym zlocie brzuchatek. Fajnie, no jedna bliska, druga bliska, ale ja tez bym chciala coś powiedziec mimo, że nie mam brzucha. Jakoś brzuchatka (brzmi trochę jak foka uchatka) contra ona - mówiąc dokladnie 1 sztuka na 1 sztukę jest do opanowania i można fajnie pogadać, nie czuje się tego dysnansu, inności, ale dwie na jedną. Masakra. Czuła się jak dzieciak, czuła się poprostu niepotrzebna i to było zaiiste chujowe. Moze next time będzi elepiej. W sumie było miło, ale jakoś jednak nie do końca.
VI.
Powinien być taki guzik - jak nie chcesz już istanieć, bo twoje istnienie nie ma najmniejszego sesnu, powinna być mozliwość naciśnięcia i skończenia tej farsy. Nacisnęłąby go z chęcią. Czy to jest depresja, czy tylko przemęczenie i przesilenie? To smutne, ale wolałaby się nigdy nienarodzić. Ostatnio przejrzała leki w domu, no ale trudno się wykończyć rutinoscorbinem. Cięcie też jakoś malo sympatico, poza tym znowu by się skończylo na pocięciu rak, a nie czymś konkretnym. Zresztą nawet jak zzarła dwa opakownia leków na serce to jakoś przeżyła. Wtedy pomyślała, że to musi być znak,że jej zyćie ma jednak sens, jakoś misję, że jest jakies usprawiedliwienie faktu, ze przychodzili ją ogladać wszysyc lekarze, że żyje i ma sie dobrze i nie jest rośliną, a beszczelnie się usmiecha. Teraz naprawdę nie wie jaka to niby miała być misja, czy sens. Wie jedno jej życie jest totalniebez sensu. Jest skurwiałe, smutne, chujowe, wkurwiające i na pograniczu. Ma ochote chodzić po mieście i rzuccac kamieniami, ma ochote strzelac do ludzi. Ma ochote zwrócić uwagę na siebie - patrzcie jak mi chujowo i źle. "Nie dorosłam do swych lat" ale wie ze każdego to chuj obejdzie, bo kazdy ma własne życie i nikt nie ma w nim funkcji niańki andromede. Niestety. I moz esię wkurwiac, a jak sama czegoś nie zrobi to nikt jej pomóc nie może. I to jest najgorsze. Cala lista odchaczona:
- nie jest już zamknięta w sobie
- wychodzi z domu jak tylko ma okazje, czy jej się chce czy nie chce
- ma piękny uśmiech, prosty, biały, idealny i kurewsko drogi
- ma piekne blond włosy, proste, długie - jakby tylko jej się chciało ułożyć, nowe cięcie
- schudła
i wiele innych a nikogo nie ma, a jak jest to pojebany jak Pan Normalny, albo Javier. Zresztą nie o faceta tu chodzi, to akurat ani ją ziebi, ani grzeje, ale o ludzi, o aktywności. Szuka jak nienormalna kółek, klubów singli, fotografów - ale na tym skurwiałym pomorzu jest pustynia. I właśnie ta świadomość ile nocy spędzila szukając, ile rzeczy zrobiła by coś zmienić i nic nie przynioslo efektów, to jej skrzydła podcięło, bo nie wie co zrobić, jak cos zmienić. Idzie lato, a ona spędzi jje jezdząc paraca - dom, pewno go nei zauważy. Chuja dostaje jak o tym mysli. Była taka książka: Weronika postanowiła umrzeć - pewno straszny shit sądząc po autorze, ale tytul zajebisty - andromede postanowiła umrzeć. Fajne.
by andromede | 2012-05-17 10:06:49 |
skomentuj! (0)
175.
I.
Ups. Spóźnia się spóźnia. Ups.
II.
1 dniowa przerwa w diecie. Była dziś pizza i wino, i czekolada. Dużo czekolady.
III.
Ups. Nie, to nerwy, stres w pracy. Się pierdoliło, więc się spóźnia. A jak nie?
by andromede | 2012-03-24 23:24:32 |
skomentuj! (0)
174.
I.
Od miesiąca notka na blogu wygląda tak: ciąg literek + delete. Wie jedno myślenie szkodzi. Czasem nie warto zbyt dużo kombinować, kalkulować, myśleć. Oczywiście podkładem do tych rozmyślań jest imć pan Javier, jak zwykle. Jak od prawie 2 lat. Ciągle się przyciągają, odpychają, urywają kontakt, by ostatecznie wrócić do siebie. By szukać się w rozmowach i czułości. By.
II.
Jak to się zaczęło? Po urodzinach u Maleny.Tak jakoś. Nie, nie po pijaku. Na trzeźwo, rano. Zabawnie. Śmiejąc się, że to wszystko zepsuje, że się boją, że stawiają na szali swoją przyjaźń, że sex powinien jednak nie zaistnieć. Chwile później słowa były daremne. Potem musiała okazać się przyjaciólką stać przy nim, poprostu stać, pokazać, że jest gdy tylko by chciał porozmawiać, cokolwiek. Życie zadecydowało, że nie czas był i miejsce na rozważania w jego głowie o zawirowaniach w ich kontaktach. Nie czas i miejsce by ona to rozpatrywała, liczył się tylko on. Nagłe zawirowania w jej pracy. Jak się pierdoli to na całej linii. Potem kolacja, kino, wiele wina wypitego. Wieczór spędzony na śmiechu i beztrosce. Potem wpracy się odkręciło ku lepszemu. Potem znowu ją przygarnął po imprezie do siebie. Obudzili się. Leżeli bez chęci wstania. Nadal potrzeba im pretekstu by z sobą spać. Zaczęło się od przekomarzania kto robi śniadanie, od łaskotania, potem szukanie łaskotek zboczyło na troszkę inne tory. Tym razem kochali się. Odkrywają swoje ciała, znają swoje potrzeby, odkrywająnowe punkty na mapie ciał. Dużo w tym śmiechu i radości, siłowania się, przekomarzania. Nie, nie miała zamiaru oddać mu wszystkiego. Początkowo powiedziała:nie. Zaakceptował to bez cienia zniecierpliwienia. Jednak potem nie była w stanie zachować silnej woli. Zbyt czule było, zbyt namiętnie, zbyt delikatnie, zbyt. Nie była w stanie zostać w tym stanie nienasyconego nasycenia. Zdecydowanie był to najpiękniejszy sex jaki kiedykolwiek w jej życiu zagościł. Teraz jest czas na przemyślenia. teraz jego myśli nic innego nie odciągnie. Wcale nie ma nadziei, że będą razem nagle, już, teraz. Metoda małych kroczków. Nie, żadna strategia. Zbyt dobrze się znają, by uprawiać jakies sztuczki, gierki. Zbyt bardzo go szanuje. Wie, że jej cierpliwość to jedyna droga do jego serca. Wie, że ją zna na tyle by wiedzieć, że nie sypia z kim popadnie. Wie, że on nie sypia z kim popadnie. Wszystko jest na najlepszej drodze. Nie naciska, nie wymusza spotkań. Daje mu pełną swobodę w rozdawaniu kart. Ma swój pazur, potrafi tupnąć nogą, nie stara się być ideałem. Jest w pełni sobą. Kocha go. Kocha bardzo. Kocha inaczej niż rok temu. Pełniej, dojrzalej. Zna jego wady, czasem ma ochotę kopnąć w dupę z całych sił, czasem wścieka się, ale wie, ze w ostatecznym razruchunku to przy nim czuje się najlepiej. Cierpliwość musi być wynagrodzona, bo to cierpliwość płynąca z dna serca, bo to ciepliwość płynąca z mądrości i szlachetnych uczuć, a ta cholerna oliwa sprawiedliwą jednak musi być i tyle.
III.
Niech się spełni tym razem. Bo czym jest prawdziwa miłość jeśli nie pragnieniem najlepszego dla drugiej sooby, jeśli nie cierpliwym trwaniu obok w pogodzie i w deszczu? I taka miłość musi być nagrodzona przez los, szczególnie w tych popierdolonych czasach.Koniec kropka peel.
by andromede | 2012-03-18 23:52:18 |
skomentuj! (0)
173
I.
Konia z rzędem temu co by wymyślił taką noworoczną kombinację. Taką Sylwestrową kombinację. Otóż spędziła Sylwestra z nikim innym jak z Javierem. Taka mała powtórka z rozrywki. To samo ale na innych zasadach. Tak poprostu po przyjacielsku. Właściwie to Sylwestra obchodziła dwa dni z rzedu. Piątkową nocą w klubie w mieście pracy z Maleną oraz przyjaciółmi Javiera bawili się do rana. Następnego dnia po domowemu Ona, Javier, Malena i jej mąż. Tak na spokojnie przy dobrym jedzeniu i filmie. Gdy Javier wychodził poprosiła - weź mnie z sobą i poszli razem do niego. Gdy kładli się spać świtało, a właściwie dzień biały już panował. Obudziła się po południu śmiejąc się ze wszystkiego co napotkała w zasięgu wzroku. Bo to będzie dobry rok. Tak też czula gdy stali w epicentrum fajerwerek i gdy dopijała wszystkie szampany, a Javier próbował kontrolować sytuację spadających ogni. Było cudownie. Wszystko co było do wytłumaczenia wytłumaczonym zostało, wszystko zostało powiedziane i nowa karta się otworzyła. Nawet rudą małpę omówili, a raczej ona omówiła. Tak, to było oczyszczające i bardzo jej potrzebne. Oboje stwierdzili, że bez tej przyjaźni ani rusz i że jest cudownie jak jest i niech trwa na wieki. Gdy zegar wybił północ zaczęła skakać z radości krzycząc, że skończył się porypany rok, a ten przyniesie całej ich czwórce samo dobro, samo szczęście. I niech się spełni. Narazie nad wyraz spokojna jest w tym nowym roku, nawet jak coś ją zasmuci to konstruktywnie, nawet jak się na coś wkurwi to prowadzi to do analizy i jest motorem zmian. Ten rok będzie przełomowy, czuje to w kościach i w każdym neuronie, widzi to we wszystkim co ją otacza. Koniec kropka.
by andromede | 2012-01-10 00:41:48 |
skomentuj! (0)
172.
I.
Pan Normalny może i jest normalny, ale ona nie jest i czuje, że ta konfiguracja rozpada sie jak kryształki lodu. Może wysłac laurkę dziękczynną za to Javierowi. Nie potrafi już chyba zbudowac czegoś, zaufać, okazać troszkę tej naiwnej miłości jaką miała w sobie rok temu. Nie umie zdobyć sie na czułe słowo, nie umie zrobić nastroju, bo czuje się jak idiotka, nie umie zabiegać choć trochę. Do tej nieumiejętności doszedł remont i święta, a więc widywanie dość rzadkie jak na początek i widzi, że Pan Normalny się oddalił i spasował, ona jak to ona, umie najwyżej wypić butelkę wina i wzruszyć ramionami, przecież nawet nei wie czy jest się o co starać. Słowem jej nastrój pod koniec roku jest taki jak pogoda za oknem. Nie może jeść, więc świąteczne obżarstwo w sumie tak bardzo jej nie dotknęło. Jak zje czuje następnego dnia straszne kłucia w żołądku, wino też jej nie służy, ale łatwiej je wmusić w organizm niż pożywienie. Papierosy? No oczywiście, że są nie ok i w sumie zminimalizowała prawie do 0 ich ilość w życiu. Inaczej, w mieszkaniu jest 0 absolutne, poza też dosyć mało. Sylwester? Frustracja rośnie, a palce zaciskają sie mocniej a lampce wina. Jak zwykle, powinna sie przyzwyczaić, że sparowani znajomi spierdalają jak są potrzebni. Sylwester? Zapytają się pierwszego jak go spędziła. Plany ma szałowe - uda przed Rodzicielką, że gdzies idzie. Wróci po cichutku i zaśnie. Pies zostanie sprzedany na tę noc, a ona obudzi się w nowym roku nieskacowana. Pan Normalny o Sylwestrze milczy. Malena strzeliła focha i postanowiła spędzić go w domu, a ona została z ręką w nocniku. Javier oczywiście też postanowił asekuracyjnie zamilknąć. How sweetty.
II.
A wkurwia ją na potęgę to ciche dopingowanie przez rodzinę, jakby pan Normalny by ostatnią deską ratunku. Sekundanci kurwa mać. I może dlatego ma ochotę to zniszczyć. Wróć. Może dlatego nie ma ochoty tego podsycić. Tak żeby dać jej święty spokój. W sumie nei wie co o nim myśli. Ma blokadę na porozumienie się z samą sobą. Uparcie coś jej mówi: chuj z nim a drugie coś pisze do niego esemesa.
III.
Podłyu nastrój tego dnia jej towarzyszył, może jutro będzi elepiej.
IV.
Jest very good, a będzie jeszcze bardziej...
by andromede | 2011-12-27 23:43:41 |
skomentuj! (1)